Mule w piwie

Znajomy właściciel sklepu rybnego wywiesił na witrynie napis takiej treści: Świeże mule w każdy czwartek. Tak, pogadaliśmy, a potem zamówiłem tak od razu 2 kilogramy, by przyrządzić mule w piwie. Dlaczego akurat w piwie? Bo to ciekawy przepis, a chmielowy napitek i owoce morza to skądinąd niezwykłe połączenie. I smaczne.

Najpierw poddusiłem na maśle pomidory, czosnek, cebulę i seler naciowy razem z tymiankiem i liściem laurowym. Potem wlałem ciemne piwo, zagotowałem i wrzuciłem mule. Gotowały się w tym sosie około 5 minut, a wyglądało to tak.

Następnie przerzuciłem mule do miski, a do sosu wlałem śmietanę i musztardę. Doprawiłem solą i pieprzem.  Sos zgęstniał i był już odpowiedni, by polać nim porcje muli na talerzach. Pochłonęliśmy je  w towarzystwie białego bordeaux, ale i tak było uroczo. A tu – już na talerzu….


Nowe potrawy

Kartkując mądre, greckie księgi, gdyż to Hellenowie wiedzą sporo o jagnięcinie i potrafią ją wybornie przyrządzić, uśmiechałem się przy okazji do sporego kawałka jagniątka, odpoczywającego na kuchennym stole. Większa część spoczęła w zamrażalniku, mniejsza spotkała się z naostrzonym jak brzytwa nożem mistrza Hattori Ichiro, rodem z Nipponu. Pokrojona w kostkę trafiła do marynaty z oliwy, dużej ilości soku z cytryny, oregano, tymianku, soli, pieprzu i czosnku. Tam poleżała sobie coś około 8 godzin, a potem nadziałem ją na szpadki razem z cebulą i kolorową papryką. Tak, to słynne suvlaki , proste i tak greckie jak król Leonidas pod Termopilami, wykrzykujący  w stronę barbarzyńców „Molon labe!” Suvlaki sympatycznie skwierczały na grillu, a wnętrze klubu 12 Krzeseł wypełniało się aromatyczną, drażniącą podniebienie i wszystkie zmysły wonią tak piękną, że mogłaby ściągnąć ze szczytu Olimpu starożytne bóstwa. O tak, gdy jagnięcina zatańczyła na moim podniebieniu podlana zimną retsiną, zagryziona chrupiącym pieczywem umoczonym w tzatziki, przysięgam – przeniosłem się  w mgnieniu oka na rozległe wzgórza Peloponezu…

Całkiem niedawno miałem z kolei ochotę na tagliatelle. A do tego wałęsały mi się cukinie po lodówce. Cukinie zapakowałem przyprawione i polane oliwą do piekarnika, a gdy zmiękły, zmiksowałem je i wymieszałem z przypieczoną czerwoną papryką, pomidorami i ziołami. Spójrzcie sami. Już sam widok jest przepiękny. Popiliśmy wszystko zimnym wytrawnym chardonnay. Pycha!

No i na koniec – chleb. Skoro nowiuśki piekarnik właśnie wjechał do kuchni, czas go wykorzystać. Zmieszałem mąki pszenną i żytnią, dodałem wodę, drożdże, sól, trochę cukru i orzechy włoskie. Po 40 minutach wyjąłem pachnące cudo. Zdjęcie zrobiłem dopiero, gdy nasz team zjadł już połowę tego przepysznego chleba. Gwarantuję – w klubie kolacyjnym 12 Krzeseł na pewno spróbujecie naszego pieczywa.


Prapremiera za nami.

To był strzał w dziesiątkę! Koktajl krabowy z awokado z sosem pomidorowo – paprykowym na przystawkę został przyjęty z lekkim dystansem, jednak gdy połechtał kubki smakowe w towarzystwie białego wytrawnego – natychmiast zyskał aprobatę.

Aksamitna zupa z porów z marynowanymi gąskami zachwyciła smakiem i aromatem wszystkich, tak amatorów zup jak i wielbicieli grzybów. Wołowina po burgundzku w towarzystwie ziemniaczków Dauphine i mieszanki sałat wytarzanych w winegrecie wywołała gromadne pomruki zadowolenia, gdyż na więcej nie pozwalały pełne usta dobrze podlane czerwonym, nie burgundem jeno poczciwym Bordeaux.

Niektórzy w czasie uczty gdzieś nam znikali. Szybko ich znaleźliśmy, w kuchni, przy garnkach, z których wyjadali to, co zostało. Bardzo nas to zadowoliło i mile połechtało naszą próżność.

Delikatna pomarańczowo – cytrynowa tarta już na koniec uderzyła w podniebienia taką siłą skondensowanego aromatu owoców, że towarzystwo jakby ogłuszone osunęło się na krzesłach z uśmiechami błogiego zadowolenia i sytości.

O tak, to była fantastyczna uczta. Na zdjęciu towarzystwo niekompletne, ale twarze mówią same za siebie.


Jesteśmy na Facebook!

Znajdziecie nas oczywiście pod hasłem 12 Krzeseł! Tam wszelkie aktualności,
a także osobna galeria zdjęć. W niedalekiej przyszłości podobna galeria pojawi się na stronie, będą
również fotorelacje z kolejnych kolacji.


Zaczynamy!

Stało się. W trójmieście jest już pierwszy składkowy klub kolacyjny.

12 Krzeseł.

Dlaczego akurat 12? Tyle jest w nim miejsc. To niewiele. Ale i tak będziemy się dobrze bawić.

Będziemy zapraszać przyjaciół, wspólnie gotować i jeść świetne rzeczy. Bo jedzenie jest wielką przyjemnością.